Zwalić by można się z nóg
Co rusz,
Co krok.
Co noc,
To szloch
I rozpacz.
Ale czy warto?
Może nie warto?
Chyba nie warto...
Raczej nie warto.
Nie, nie - nie, nie warto.
Nie, nie - nie, nie warto.
Zginąć by można jak nic:
Do żył
Jest nóż.
Lub w dół
Na bruk
Z wysoka.
Ale czy warto?...
Jechać by można do miast
Lub w las,
Na błoń.
Na koń
I goń
Nieboskłon.
A!e czy warto?...
Jakby nigdy nic brodzę już w smudze cienia
i widzę jak zachodzi słonko ojca i matki
jakby nigdy nic przyjaciół paru na cmentarzach
jakby nigdy nic kwitną na nich kwiatki
jakby nigdy nic słońce świeci innym
i kto inny ze światem się zżywa
jakby nigdy nic żartujemy pijemy
choć przy stole wciąż kogoś ubywa
jakby nigdy nic kolejna jesień mija
jakby nigdy nic życie ucieka
jakby nigdy nic robię dobrą minę do złej gry
i z nadzieją na jutro czekam
Cisza taka że słychać
szum skrzydeł ponad nami
anioły nad Kanoniczą
latają stadami
Oderwał się od braci
jeden anioł blady
i kołuje nad nami
w myśl swojej zasady
Prowadzi nas anielsko
aż w stronę Wawelu
bo to anioł swojski
a tych nie ma wielu
Anioł polski i pański
w zielonym mundurze
w głowie mu majowo
a jednak nas urzekł
Aniele polski aniele swojski
ulotny stróżu nasz
Aniele polski aniele swojski
bądź z nami jak najdłużej
i trzymaj swą straż
i trzymaj swą straż...