Zwalić by można się z nóg
Co rusz,
Co krok.
Co noc,
To szloch
I rozpacz.
Ale czy warto?
Może nie warto?
Chyba nie warto...
Raczej nie warto.
Nie, nie - nie, nie warto.
Nie, nie - nie, nie warto.
Zginąć by można jak nic:
Do żył
Jest nóż.
Lub w dół
Na bruk
Z wysoka.
Ale czy warto?...
Jechać by można do miast
Lub w las,
Na błoń.
Na koń
I goń
Nieboskłon.
A!e czy warto?...
Ciało me, wklęte w korowód istnienia,
Wzruszone słońcem od stóp aż do głów,
Zna ruchy dziwne i znieruchomienia,
Które zeń w śpiewie przechodzą do słów.
Zna pląsy gwiezdne, wszechświatów taneczność
I wir i turkot rozszalałych jazd -
Pieśnią jest życie i pieśnią jest wieczność
W takt mego serca i nie moich gwiazd!
Gdy wieczór na noc do snu się układa,
Zmierzchami tłumiąc purpurowy żal,
Bóg, niby z nieba strącona kaskada,
W pierś mą uderza i rozdzwania w dal ...
I drgają w piersi rozdzwonione losy,
Bije do głowy rozśpiewana krew,
I pieśnią całe ogarniam niebiosy,
I ziemię całą widzę poprzez śpiew!
Ciało me, wklęte w korowód istnienia,
Wzruszone słońcem od stóp aż do głów,
Zna ruchy dziwne i znieruchomienia,
Które zeń w śpiewie przechodzą do słów.
Cisza taka że słychać
szum skrzydeł ponad nami
anioły nad Kanoniczą
latają stadami
Oderwał się od braci
jeden anioł blady
i kołuje nad nami
w myśl swojej zasady
Prowadzi nas anielsko
aż w stronę Wawelu
bo to anioł swojski
a tych nie ma wielu
Anioł polski i pański
w zielonym mundurze
w głowie mu majowo
a jednak nas urzekł
Aniele polski aniele swojski
ulotny stróżu nasz
Aniele polski aniele swojski
bądź z nami jak najdłużej
i trzymaj swą straż
i trzymaj swą straż...